Zapamiętaj mnie i lub zarejestruj | Zapomniałem hasła

Artykuły Recenzje Harmonijkowe Bitwy
Szukaj Użytkownicy Grupy Mapa Google
Odpowiedz do tematu
Autor
Wiadomość
gmx

Posty: 233
Otrzymał 26 punkt(ów)
Wysłany: 2010-01-19, 10:27    Dynacord vintage 1959/61

http://allegro.pl/item890...at_1959_61.html
Dodaj punkt autorowi tego posta
 
 
Młynek 


Wiek: 51
Posty: 730
Otrzymał 68 punkt(ów)
Skąd: Budapeszt
Wysłany: 2010-01-19, 10:52    Odp: Dynacord vintage 1959/61

Nie miałbym pewności co do brzmienia w przypadku harpa... Głośnik trochę mały, chyba lepszy byłby 10", choć to nie reguła. Generalnie, każde należy ograć, bo nawet w obrębie jednego modelu w zalezności od rodzaju mikrofonu, efekty mogą być dość różne.

Natomiast bardzo mi się nie podoba dość obcesowy i wręcz niegrzeczny ton sprzedającego. Ja bym z takim arogantem interesów robić nie chciał. Bo jeśli coś by poszło nie tak - zamiast porozumienia, murowany konflikt.
_________________
"Skoro uważacie, że blues jest łatwą muzyką, to dlaczego tak niewielu go dzisiaj gra?" - B.B. King
Dodaj punkt autorowi tego posta
 
 
gmx

Posty: 233
Otrzymał 26 punkt(ów)
Wysłany: 2010-01-19, 16:59    Odp: Dynacord vintage 1959/61

Witam,

wrzuciłem to tylko w kwestii poglądowej. Co do łopatologiczno-impertynenckiego stylu to zgadzam się.

Osobiście nie lubię takich sprzedawców oraz małolatów, którym przydałyby się lekcje z etykiety biznesu ;)


Piec wygląda jak radio, więc nie zdziwiłbym się gdyby możliwe było podsłuchanie bazy wojskowej w ob. kaliningradzkim :)
Dodaj punkt autorowi tego posta
 
 
#Maciekdraheim 


Wiek: 30
Posty: 3603
Otrzymał 295 punkt(ów)
Skąd: Ciechocinek
Wysłany: 2010-01-20, 21:17    Odp: Dynacord vintage 1959/61

Wygląda znakomicie. Może 8" to nie to samo co 10", ale to też nie jest zły rozmiar głośnika. Ciekawym rozwiązaniem są te głośniczki dodatkowe. Ale fakt faktem, najlepiej usłyszeć.
_________________
Blues is nothing but a good man feeling bad, thinking about the woman he once was with.
Dodaj punkt autorowi tego posta
 
 
 
Damian Domański 

Wiek: 33
Posty: 55
Otrzymał 1 punkt(ów)
Skąd: Strzelce Opolskie
Wysłany: 2010-01-20, 21:52    Odp: Dynacord vintage 1959/61

Gdzieś przeczytałem że lampy czasami i po kilku latach już nie dają takiej samej jakości dźwięku i często nadają się tylko do wymiany. Ciekawe jak ma się to do sprzętu z roku 1959 lub 1961. Same lampy chyba tanie nie są, nie wspominając o reszcie "zabytkowej" elektroniki. No ale co wy o tym sądzicie? Mnie nie przekonuje magiczne sformułowanie "vintageowe brzmienie" ;) dokładnie tak samo bym mówił gdyby drzwi mi skrzypiały i nie chciało by mi się ich naoliwić, "kochanie, to tylko takie vintageowe brzmienie" ;)
Dodaj punkt autorowi tego posta
 
 
Młynek 


Wiek: 51
Posty: 730
Otrzymał 68 punkt(ów)
Skąd: Budapeszt
Wysłany: 2010-01-20, 22:35    Odp: Dynacord vintage 1959/61

No niestety, kolego, ale mijasz się cokolwiek z prawdą. A mówiąc ściślej - pleciesz bzdury. Nie winię nikogo za brak wiedzy (ja sam mam ją zaledwie szczątkową), ale muszę przyznać, że nóż mi się w kieszeni otwiera, kiedy widzę, jak ktoś ze swadą i dużą pewnością siebie, zabiera się za dyskusję i filozofuje, wymyślając niestworzone teorie... na temat spraw, o których, gołym okiem widać, nic nie wie :o To niestety choroba wielu forów internetowych. Ale ad rem:

1. Lampy oczywiście się zużywają - tak samo w starych wzmacniaczach, jak i nowych. Ich wymiana to normalna sprawa - niczym wymiana oleju w aucie. I bez przesady, wcale nie są takie drogie; komplet lamp do mojego Dynacorda (2xECC83, 2x6V6, 1xEZ81) to koszt od 100 do 200 zł, w zależności od tego jaką wybiorę firmę. Raz na kilka lat mozna przeżyć. Oczywiście, że kupując używany sprzęt trzeba się z tym liczyć. Dokładnie tak samo, jak w używanym aucie... wymiana na dzień dobry klocków, oleju, filtrów, świec, itp. to norma. Tylko ktoś, kto nigdy nie miał samochodu i do tego jest bardzo naiwny, liczy na to, że kupi używane auto i bez żadnych nakładów finansowych będzie jeździł wiele lat. Takie koszty się wkalkulowuje i już.

2. Ta cała, jak ją szumnie nazywasz, "reszta zabytkowej elektroniki" - to raptem kilka kondensatorów, oporników, jakieś potencjometry, przełączniki, trafo zasilające, trafo głośnikowe i sam głośnik. Oprócz transformatorów i głośnika (które, jeśli są uszkodzone, to od razu wiadomo), są to groszowe sprawy. A poza tym niespecjalnie ma się co psuć... rezystor może się przepalić i w nowym ampie. Tyle, że w tych starych konstrukcja point-to-point umożliwia bardzo łatwą ich naprawę, modyfikację - można sie sporo bawić. Nowe mają płytki drukowane i najczęściej g..o zrobisz, jak Ci się zepsuje. A już praktycznie w żaden, albo prawie żaden sposób nie przerobisz, aby dopasować pod swoje potrzeby.

3. Cała wartość tych vintage'owych wzmacniaczy polega na tym, że w tamtych latach produkowało się je o wiele solidniej. Gospodarka nie była zglobalizowana, więc jak wzmacniacz był niemiecki, to był produkowany w Niemczech ze starą, tradycyjną, niemiecką solidnością - a nie masowo w Chinach. Liczyła się przede wszystkim jakość, a nie oszczędzanie na wszystkim i za wszelką cenę. Gdyby się trzymać Twojego przykładu z drzwiami - to ma się to tak, jak stare, solidne, dębowe drzwi, tylko troche zaniedbane i nienaoliwione (przez to nieładne i skrzypiące) do nowiutkich, błyszczących i cichutkich, ale zrobionych ze sklejki. Te pierwsze wytrzymały sto lat i wytrzymają kolejne dwieście. Trzeba je tylko wyczyścić i naoliwić. A te drugie po kilku latach nadają się już tylko do wyrzucenia, bo są zwichrowane, popękane, a laminat złazi.... Wystarczy porównać np. Volksvageny - stare passaty czy golfy1 i 2 były nie do zarżnięcia. A dzisiejsze... lepiej nie mówić. Pracuję w firmie, gdzie jeździ ich kilkadziesiąt. We wszystkich co do jednego paskach padło turbo, niektóre miały już wymieniane silniki; więcej stoją w serwisie, niż jeżdżą. A wszystko to auta, które są prawie nowe i nie mają jeszcze nawet po 100 tysięcy przejechane W poprzedniej mojej pracy handlowcy jeździli golfami 4 i było to samo... Naprawdę, jeśli dzisiaj jest różnica między autem "niemieckim" a koreańskim, to chyba na korzyść tego drugiego...

4. Vintage'owe brzmienie bierze się nie z wieku, lecz z jakości użytych podzespołów, np. transformatorów, głośników... wiele z tych wzmaków ma trafa nawijane ręcznie, albo przynajmniej półautomatycznie.... Głośniki robiło się z innych materiałów, nie ogladając się na cenę. I to stanowi o owym brzmieniu, a nie trzeszczenie potencjometrów - które akurat jest usterką, do naprawienia. :mad:

To tyle tytułem wyjaśnienia. Ograniczylem się do faktów, przekonywał Cię nie będę - wystarczy posłuchać jak brzmi harmonijka na starym, rasowym, vintage'owym sprzęcie, a jak na dzisiejszym. Ja zaczynałem od nówek ze sklepu, bo bałem sie starych rupieci, ale wystarczyły mi 2 koncerty, na których zagrałem jako gość i miałem okazję porównać brzmienie mojego zestawu z "rupieciami", żeby się szybko przekonać, że to nie jest tylko mit.
_________________
"Skoro uważacie, że blues jest łatwą muzyką, to dlaczego tak niewielu go dzisiaj gra?" - B.B. King
Dodaj punkt autorowi tego posta
 
 
Damian Domański 

Wiek: 33
Posty: 55
Otrzymał 1 punkt(ów)
Skąd: Strzelce Opolskie
Wysłany: 2010-01-21, 06:16    Odp: Dynacord vintage 1959/61

Włączyłem się w dyskusje na takim poziomie jaka jest moja wiedza w temacie ;) Nie widzie powodu żeby się irytować. Cały mój post miał być raczej zabawną formą zachęcenia do dzielenia się wiedzą ;)

Co wiem - Jeśli sprzęt się używa, to się zużywa :)

Jeśli już to osobiście chyba wolał bym za taką kasę zlecić komuś (jakiemuś znajomemu elektronikowi) zmajstrowanie takiego ustrojstwa z nowych (lub starych-nie używanych, takie też się zdarzają), solidnych podzespołów (sam mówiłeś że lampy można wymienić) niż kupić "rupiecia". Po co kupować coś co składa się głównie z lamp i po zakupie trzeba prawie w całości wymieniać?

Rozumiem to że kiedyś były solidniejsze i to mnie nie tyle przekonuje, co raczej smuci że dzisiaj takie nie są!

Ktoś na forum zrobił własny wzmacniacz (chyba Pulatom), jestem pełny podziwu!
Dodaj punkt autorowi tego posta
 
 
Młynek 


Wiek: 51
Posty: 730
Otrzymał 68 punkt(ów)
Skąd: Budapeszt
Wysłany: 2010-01-21, 07:46    Odp: Dynacord vintage 1959/61

Oj, chłopie... Naprawdę, jeśli próbuje się dyskutować na jakiś temat, to jeszcze wypadałoby wiedzieć O CZYM się dyskutuje... Wiesz, natura dała nam dwoje uszu, ale tylko jedne usta nieprzypadkowo. Chodzi o to, żeby dwa razy tyle słuchać, co mówić... Ja mam taki zwyczaj, że jeżeli czegoś nie wiem, to pytam "jak to jest?", "na czym to polega?", a nie wyrywam się z wziętymi z sufitu "swoimi" teoriami. Bo to jest po prostu zwykłe wymądrzanie się.

Ale znowu ad rem: gdyby było tak, jak mówisz, nie byłoby producentów wzmacniaczy. Każdy by sobie je pykał sam. To nie jest takie proste. Sam schemat to nie wszystko. Podzespoły jak np. trafa o teoretycznie jednakowych parametrach, różnią się miedzy sobą, w zależnosci od tego kto, kiedy i jak je wyprodukował. Schemat pokazuje tylko co i z czym połączyć, ale nie pokaze Ci gdzie jaka musi byc odległość cxzy sposób zaekranowania pomiedzy elementami, żeby wzmacniacz nie brumił, nie miał przydźwięku sieciowego, nie syczał, itp. To są lata doświadczeń producentów, a Ty uważasz, że wujek Józek to wyklepie w garażu z lamp ze starego telewizora i pralki Frani? To naprawdę jest niepoważne.

Jeszcze raz powtórzę: masz pełne prawo tego i owego nie wiedzieć. Ale moja serdeczna prośba: nie bierz się w takim temacie do dyskusji. Zapytaj, dowiedz się, a nie wyrywaj się ze swoimi teoriami, które im bardziej są absurdalne, tym o większej świadczą ignorancji.

A Pulatom zrobił, owszem. Nawet go kupiłem, bo jest b. dobry. Ale to jest malutki, nieskomplikowany wzmacniacz na 2 lampach o mocy kilku Watów. I kiedy go Pulatom składał, sam nie był pewien, co z tego wyjdzie, a większość podzespołów po prostu miał w swoich zasobach. Zupełnie inną sytuacją byłoby robienie wzmacniacza bardziej złożonego, gdzie prawdopodobieństwo wystąpienia różnych komplikacji wielokrotnie wzrasta, do którego wszystko trzeba by kupować i to czasami już za niemałe pieniądze.
_________________
"Skoro uważacie, że blues jest łatwą muzyką, to dlaczego tak niewielu go dzisiaj gra?" - B.B. King
Dodaj punkt autorowi tego posta
 
 
Damian Domański 

Wiek: 33
Posty: 55
Otrzymał 1 punkt(ów)
Skąd: Strzelce Opolskie
Wysłany: 2010-01-21, 10:34    Odp: Dynacord vintage 1959/61

Proszę, nie zarzucaj mi ignorancji, trochę czytałem, trochę dowiadywałem się od znajomych, brakuje mi praktyki, ale jakiś pogląd o lampowcach już na wstępie mam wyrobiony i bynajmniej nie jest negatywny ;)
ciekawy artykuł który mi wpadł w ręce:
http://www.audioton.republika.pl/wzmEL84.html
Dodaj punkt autorowi tego posta
 
 
Harry 


Wiek: 28
Posty: 984
Otrzymał 40 punkt(ów)
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2010-01-21, 10:47    Odp: Dynacord vintage 1959/61

Widzisz, Młynek ma zupełną rację Damianie;-)
Otóż we wzmacniaczach lampowych jedną z wazniejszych części są np. transformatory, myślę, że zaraz po lampach. A te w niektórych starych konstrukcjach z taką precyzją robione były, że hej.

Następną rzeczą jest "dogrzewanie" lamp - coś jak niegdyś "docieranie" samochodu. Dopiero po pewnym okresie brzmią. Co nie zmienia faktu, że mogą być równie dobrze zajechane... Ale wymienić lampy to ani wielki wydatek (no, chyba że nabierasz się na lampy sygnowane jakimś producentem zamiast jakichś ruskich zwykłych), ani trudność.

A jedyną rzeczą poza lampami, która może się zepsuć są kondensatory. A wymiana ich to też nie jakiś koszt czy trudność, dziecko z lutownicą by sobie poradziło nawet;-)

A co przemawia za vintage? Ich przeprosta konstrukcja. To, że dźwięk bierze się z lamp, nie ma miliona ulepszaczy, że wszystko robi się w środku na lampach.

A ten ktoś, kto będzie składał, to z czego myślisz złoży? transformatory zwykle kupuje się ze starych telewizorów lampowych unitry zatry chociażby...

Podsumowując. Za lampowymi wzmacniaczami "minionej epoki" przemawia dokładność, precyzja ich wykonania, prostota konstrukcji, dogrzane lampy. To wszystko jest zbawienne dla brzmienia.
_________________

Dodaj punkt autorowi tego posta
 
 
 
Młynek 


Wiek: 51
Posty: 730
Otrzymał 68 punkt(ów)
Skąd: Budapeszt
Wysłany: 2010-01-21, 11:11    Odp: Dynacord vintage 1959/61

[quote="Damian Domański"]http://www.audioton.republika.pl/wzmEL84.html[/quote]
Artykuł faktycznie ciekawy, tylko dotyczy wzmacniaczy audio, którym stawia sie zupełnie inne wymagania, niż tym przeznaczonym dla muzyków ;) To, co dla audiofila, poszukującego jak najwierniejszego i jak najczystszego odtworzenia brzmienia, jest wadą, dla muzyka może być pożądanym efektem (przesterowanie, crunch, itp.)
_________________
"Skoro uważacie, że blues jest łatwą muzyką, to dlaczego tak niewielu go dzisiaj gra?" - B.B. King
Dodaj punkt autorowi tego posta
 
 
Damian Domański 

Wiek: 33
Posty: 55
Otrzymał 1 punkt(ów)
Skąd: Strzelce Opolskie
Wysłany: 2010-01-21, 11:12    Odp: Dynacord vintage 1959/61

Dzięki za te info :) szkoda że obecnie robione wzmacniacze nie mają już takiego brzmienia
Dodaj punkt autorowi tego posta
 
 
Młynek 


Wiek: 51
Posty: 730
Otrzymał 68 punkt(ów)
Skąd: Budapeszt
Wysłany: 2010-01-21, 11:42    Odp: Dynacord vintage 1959/61

Ależ niektóre mają! Tylko, że kosztują duże pieniądze.... Natomiast te, które są w "normalnych" cenach to masówka - a to zawsze odbywa się kosztem jakości. Prawa ekonomii są nieubłagane...
_________________
"Skoro uważacie, że blues jest łatwą muzyką, to dlaczego tak niewielu go dzisiaj gra?" - B.B. King
Dodaj punkt autorowi tego posta
 
 
Harry 


Wiek: 28
Posty: 984
Otrzymał 40 punkt(ów)
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2010-01-21, 12:28    Odp: Dynacord vintage 1959/61

Bo audiofil Mlynku to stworzenie czesto oklamujące samo siebie:D
A tak serio - to dla nich liczy sie wiernosc i idealnosc, dla insturumentalistow przeciwnie - wzmacniacz ma jak najwiecej "mieszać" - dodawac harmonicznych, ubarwiac:)
_________________

Dodaj punkt autorowi tego posta
 
 
 
twotimer

Posty: 12
Otrzymał 4 punkt(ów)
Wysłany: 2010-01-22, 13:16    Odp: Dynacord vintage 1959/61

Zeby rozwiac watpliwosci co do brzmienia... sprzedawany model to praktycznie odpowiednik (!!) tego ampa instrumentalnego:
http://www.youtube.com/watch?v=lyv18Igw2a8

Adaptacja pod harmonijke wymagalaby raczej (ja bym tak zrobil) zastapienie systemu 3 glosnikow jednym , z odpowiednio dobrana impedancja. To jest tzw sprzet hifi i te male glosniczki (prawdopodobnie wysokotonowe) nie wroza niczego dobrego. Jesli kto z Was chce kupic ten wzmacniacz pod harmonijke to raczej powinien liczyc sie z taka inwestycja.

Swoja droga, Gerd Gorke prezentujacy sprzet na klipie to dobry gracz, uzyska rasowy sound podpinajac mikrofon nawet do pudelka na buty ;) ...
Dodaj punkt autorowi tego posta
 
 
Pulatom 


Wiek: 30
Posty: 776
Otrzymał 70 punkt(ów)
Skąd: Czerwona Woda
Wysłany: 2010-01-22, 15:38    Odp: Dynacord vintage 1959/61

Tak naprawdę to z "zabytkowej elektroniki" aktualnie powinno się używać tylko samych lamp i ew. traf sieciowych i głośnikowych produkowanych w tamtych czasach (teraz też są wykonywane, jednak porządny kosztuje tyle, że sie nie opłaca go wkładać we wzmaka do harmonijki).
Nie widzę sensu w używaniu innych wiekowych podzespołów jak np. rezystory, kondensatory albo seleny, bo to mija się z celem. Brzmienia nie poprawi (wbrew opinii niektórych ludzi), a tylko pogorszy parametry i stworzy trudności technologiczne (np. uniemożliwi miniaturyzację, która naprawdę jest w wielu przypadkach możliwa nawet w lampowcach i często pomaga walczyć z brumem i sprzęganiem). Dla przykładu weźmy stosowane kiedyś elektrolity aluminiowe przykręcane do chassis. Mają one bardzo małą pojemność w stosunku do gabarytu (nie mówiąc o wrażliwości na temperaturę i tendencji do wysychania), która tak naprawdę jest niewystarczająca żeby zapewnić dobrą pracę zasilacza WN (bez brumu i tendencji do "pompowania", czyli sprzęgania przez zasilacz przy dużych gainach). Kiedyś dawano takie, bo po prostu większych nie było, albo były baaardzo drogie. Druga rzecz - stare oporniki węglowe. Miały one małą moc jak na swój wymiar (opornik 2 waty był wielkości współczesnego 5 watowca), nie mówiąc o tym, że po paru latach pracy w cieple robiły się bardzo kruche mechanicznie i dosłownie kruszyły się w kombinerkach (no i poziom szumu, włożenie takiego czegoś w siatkę sterującą I stopnia = wodospad Niagara w głośniku). Kondensatory papierowe albo pierwsze zwijane styrofleksy też nie dorównywały współczesnym jakościowo.
Również nikt nie powiedział, że trzeba się kurczowo trzymać dawnych schematów i rozwiązań układowych, warto się nimi inspirować ale dobrze jest próbować tworzyć coś nowego (jak z muzyką :D ).
Myślę że teraz łatwiej niż np. 30 lat temu zrobić porządny wzmacniacz lampowy, w którym jedyną czynnością serwisową będzie wymiana lamp co parę lat, Tym bardziej że mamy do dyspozycji dużo lepsze materiały niż kiedyś (z tym że nie wszyscy konstruktorzy potrafią to docenić ;) ).
Chyba OT się malutki zrobił :P .
_________________

Dodaj punkt autorowi tego posta
 
 
 
Młynek 


Wiek: 51
Posty: 730
Otrzymał 68 punkt(ów)
Skąd: Budapeszt
Wysłany: 2010-01-22, 16:07    Odp: Dynacord vintage 1959/61

Tak, co do kondów i oporników się zgodzę... Ale trafa, jak sam przyznajesz, lepiej dawać oryginalne z tamtych lat. Ja bym jeszcze dołożył do tego głośniki - i mamy 80% wzmacniacza :D :D :D A jeśli te 80% trzeba by kupić i jeszcze policzyć robociznę kogoś, kto się tym zajmuje zarobkowo - to wyjdzie drożej, niż taki vintage...

Pozdr.

Młynek

P.S. W poniedziałek wybieram się z Twoim (teraz już moim) piecykiem na jam. Zobaczymy jak się spisze :)
_________________
"Skoro uważacie, że blues jest łatwą muzyką, to dlaczego tak niewielu go dzisiaj gra?" - B.B. King
Dodaj punkt autorowi tego posta
 
 
  
Odpowiedz do tematu